Witam,
sprawa dotyczy członka mojej rodziny a ja się martwię tą sytuacją dlatego proszę o poradę.
Jakieś trzy lata temu korzystając z "Żagla" wzięto kredyt i nie wiem z jakiej paki otrzymaliśmy kartę Multima. Kredyt służył spłaceniu mebli, co kosztowało około 2500zł. Kwota ta została spłacona. Z karty nie korzystano, leży zapomniana w szyfladzie, nigdy nie wyjmowana, nie używana. Kwota spłacona -niby koniec.
Tymczasem otrzymaliśmy list z Żagla, że trzeba zapłacić ponad 700zł co jest związane z tą kartą. W ogóle na wyciągu pisze że przyznany limit kredytowy wynosi 5000zł. A ja nie wiem skąd te 5tysiecy, w końcu meble kosztowały 2500 i tyle spłaciliśmy. Teraz straszą windykatorami, ale za co? Kredyt spłacony, wszystkie kwity są na to... Czy to ma jakiś związek z tą kwotą 5000? Czy to może oznacza, że spłacilismy te 2500, ale "na karcie" jest jeszcze drugie 2500, co prawda nie wykorzystane, nie ruszone, ale każą nam to spłacać? O to chodzi?
Czy teraz trzeba spłacić całą resztę, czyli 2500, ale dlaczego, przecież te pieniądze w ogóle nie były ruszone? Co w tej sytuacji zrobić, nie możemy zapłacić im w ciągu 2 tygodni 700zł... W ogóle nie wiadomo za co? No dobrze, niby jest ta karta, jakieś opłaty za prowadzenie, jakies ubezpieczenie nawet jest, ale czemu 700zl, my z niej nie korzystamy!
Bardzo proszę o jakieś rady i wytłumaczenie. Z góry serdecznie dziękuję!
PS. W poprzednim roku było podobnie, wtedy zapłaciliśmy 400zł, ale myslelismy, że to koniec tej sprawy.

Nowe tematy