W lipcu minęły 4 lata, odkąd jestem klientem mBanku (żona nieco krócej), a w międzyczasie postanowiliśmy wziąć kredyt na mieszkanie. Wybór padł na mBank ? przystępny i internetowy? ?nasz?. Zaczęło się w palcówce mBanku w Szczecinie, gdzie omówiliśmy ogólne założenia kredytu i pobraliśmy dokumenty do wypełnienia przez zakład pracy itp.
- zaświadczenie o zarobkach które nam dano, posiadało rubryki ?netto? i ?brutto? (niepotrzebne skreślić). Osoba wypełniająca zaświadczenie w zakładzie pracy, wybrała ?brutto?. Po dostarczeniu dokumentu do mBanku, okazało się, że nie może być brutto, musi być NETTO (?!...). Po co w takim razie wybór, skoro jest tylko jedna właściwa opcja?! ? żenada. Konieczne było nowe zaświadczenie.
- następnie ? pytano nas czy chcemy koszty uruchomienia wliczyć w kredyt czy nie. Wygodniej nam było nie wliczać, co zostało zaznaczone w dokumentach. Dwa dni po dostarczeniu drugiego zaświadczenia (tego netto) o zarobkach, dzwonią do nas z mBanku i mówią że konieczna jest nasza wizyta w placówce bo nie podpisaliśmy jednego z dokumentów. Jedziemy zatem, a na miejscu okazuje się, że chodzi o dokumenty ? wliczyć koszty udzielenia kredytu w kredyt (?!)? a przecież pytano nas wcześniej ? nie chcieliśmy nic wliczać w kredyt! ? żenada.
- nieco później ? kolejny telefon ? pracowniczka popełniła błąd w dokumentach ? dokumenty trzeba sporządzić/podpisać na nowo - jedziemy podpisać drugi raz te same dokumenty ? TRZECIA BEZSENSOWNA WIZYTA W MBANKU. Każdy może się pomylić, ale biorąc pod uwagę wcześniejsze podejście do nas, wypadałoby wykazać minimum rzetelności.
Do terminu kiedy kredyt musi być uruchomiony zostają nam 2 tygodnie ? w mBanku mówią, że spokojnie za tydzień będzie decyzja, podpiszemy umowę i uruchomimy kredyt. Czekamy 9 dni i zaczynamy się niepokoić, czekamy 11 dni i nic - telefon milczy, a czas ucieka. W końcu żona dzwoni i pyta - co się dzieje? ? w odpowiedzi słyszy, że: ??sezon urlopowy??, ?korki w Warszawie??(?!) ? trzeba czekać (?!!) . Jesteśmy już (szczególnie żona) poruszeni tą żenującą sytuacją. Dzwonię zatem i bardziej stanowczo domagam się konkretów. Okazuje się, że nagle urlopy w Warszawie się skończyły, a korki znikły i ?już? jutro możemy podpisać i uruchomić kredyt. Zjawiamy się zatem (mamy jeszcze 2 dni na uruchomienia kredytu) , czytamy umowę ? w umowie zauważam pewną nieścisłość ? drugi pracownik mBanku przygląda się wnikliwiej i stwierdza, że jest to błąd, który wymaga sporządzenie nowej umowy (!!!) ? nie poddajemy się czytamy dalej - pytamy o niejasne dla nas kwestie ? słyszymy od drugiego pracownika mBanku że: ? to ma związek z dalszą częścią umowy i tam dalej jest wyjaśnione, ale nie chce mu się tego szukać ? (!?)? Później słyszymy, że wszystko szybko się poprawi i ?już? jutro będzie można podpisać umowę?
Dzień jak i całą nerwową przygodę z mBankiem moja żona (wcześniej czująca się doskonale) zakończyła w szpitalu z zagrożeniem ciąży.
Całą sytuację oceniam jako wielce żenującą ? brak rzetelności, profesjonalizmu i poważnego podejścia do sprawy. W mBanku nie szanowano naszego czasu, naszych nerwów a w konsekwencji ? zdrowia naszej rodziny. Całe szczęście, że przezornie mieliśmy inny bank w zanadrzu, w którym wszystko odbyło normalnie, poważnie (mimo okresu urlopowego i korków w Warszawie) i bez kpin. Jeżeli tak wygląda zaangażowanie pracowników mBanku, gdy starają się złowić klienta, to jak musi wyglądać, gdy mają go już w garści? Zona i ja, na szczęście nigdy się tego nie dowiemy. Zdecydowanie odradzam, każdemu komplet przeżyć jakimi uraczył nas mBank.

Nowe tematy